2020 – (f*** y**) Adieu!

To był dziwny rok, inny niż ktokolwiek mógł przewidzieć.

To będzie dziwny koniec roku, inny niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.

I choć raczej nie praktykuję robienia założeń i składania obietnic na nowy rok, to jednak ta zmiana w kalendarzu jest dla mnie zawsze w jakiś sposób symboliczna. A co tu dużo mówić – rok 2020 cały będzie symboliczny, już jest. Wszyscy przekroczyliśmy jakąś granicę.

Poza tym przyznajcie się  – kto choć przez chwilę nie był na ten rok obrażony? Myślę, że chociażby dlatego, bardziej niż kiedykolwiek, wszyscy potrzebujemy zamknięcia. I nie chodzi tu o wołanie  po raz tysięczny „Idzie nowe!”. Chodzi o to, by powiedzieć sobie, że ten rok minął, był, skończył się. Do widzenia, adieu, goodbye, sayonara.

Przedsiębiorca czasu pandemii

Nie da się ukryć, że ten rok nie był taki, jakbyśmy chcieli. Nie da się też ukryć, że wzbogacił nas o nowe doświadczenia i wiedzę o nas samych. Zweryfikował też plany biznesowe, niektóre bardzo boleśnie i ostatecznie. Innym paradoksalnie pomógł, wymuszając działania na które w innej sytuacji ciężko byłoby się zdecydować, albo które wiecznie odkładane były na później (albo i na nigdy).

Dla mnie, jako przedsiębiorcy, to również nie był łatwy rok. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach mocno odczułam pandemię na własnej, przedsiębiorczej skórze. Odpadły mi zlecenia zarówno fotograficzne – przede wszystkim sesje ślubne, jak i zlecenia tłumaczeniowe – kilka firm dla których regularnie tłumaczyłam chwilę po rozpoczęciu pandemii po prostu zamilkło i… milczą do tej pory. W dwóch czy trzech miesiącach finansowo było słabo, nawet bardzo.

Jednak czy pandemiczna rzeczywistość 2020 roku to samo zło?

Nie chcę patrzeć na rok 2020 jako na ten „zły” dla mojej firmy, raczej jako na ten „dziwny”. Dlaczego? Bo paradoksalnie sprawił, że moja działalność stała się lepsza:

  • Trudności lockdownu pokazały, gdzie leżą słabe punkty mojej działalności i – co więcej – dały mi czas, żeby się nad nimi zastanowić. W „normalnej” rzeczywistości sprawy bieżące są na tyle angażujące, że nawet jeśli zdawałam sobie sprawę z tego co jest nie tak, niespecjalnie znajdowałam czas, żeby się tym zająć.
  • Nadrobiłam sprawy, którymi chciałam się zająć od dawna, a na które znowu – normalnie nie miałam czasu. Uporządkowałam je na tyle, że teraz, kiedy moja praca pomału wraca do normy, udaje mi się te działania kontynuować.
  • Miałam czas na rozmowy z innymi przedsiębiorcami. Głównie o kwestiach związanych z naszą działalnością, ale nie tylko. Stworzyłam dużo zdrowsze współprace i relacje. Spotkałam się ze zrozumieniem i wyrozumiałością na jaką nie mogłam liczyć nigdy wcześniej (choć nie zawsze – spotkałam się też kilkakrotnie z ogromną frustracją).
  • Nauczyłam się odpuszczać. Okazało się, że utrata klienta to nie koniec świata. W związku z tym, że kompletnie nie miałam wpływu na to, że część zleceń po prostu spadła, chyba po prostu mniej mnie to zestresowało. W efekcie w grudniu pożegnałam się już całkiem świadomie z klientem, z którym ciężko mi się współpracowało – i.. o rany! Jak mi to dobrze zrobiło!

Można by mnożyć takie powody – mniejsze i większe, takie jak nauka całkiem innej organizacji pracy, pracy z domu, pracy z dzieckiem w domu i dziesiątki innych. I zapewne każdy z Was mógłby dorzucić coś od siebie, prawda?

No a co z 2021?

Symboliczny rok zasługuje na symboliczne zamknięcie. Ale co z 2021? Planować? Nie planować? Liczyć na to, że będzie lepszy, czy przygotować się na najgorsze? Zamknięcie jakiegoś etapu nie polega na natychmiastowym i skrupulatnym zaplanowaniu kolejnego – to bardzo grząski grunt i tak naprawdę bardzo niewiele od nas zależy (choć nie oznacza to, że nie warto robić planów, ale o tym innym razem). Zamknięcie polega na wyciągnięciu wniosków z tego co było i zadaniu sobie kilku pytań o to co jest.

Tu. Teraz. Nie wczoraj. Nie jutro. Dzisiaj.

Dzięki temu i doświadczeniom z roku 2020, zamiast liczyć na to, że 2021 będzie lepszy możemy go rozpocząć z całkiem innym nastawieniem – nie oczekując zbyt wiele od niego, ale być może wymagając więcej od siebie? W końcu w czasach, gdy od nas zależy tak niewiele, wciąż tak wiele możemy zmienić.

Możemy więcej się uśmiechać – do siebie i do innych, możemy bardziej dbać o relacje (również te zawodowe), możemy mądrzej pracować i lepiej podróżować. Możemy bardziej doceniać – innych ludzi, zdrowie, codzienny spacer. Możemy też po prostu wrzucić na luz i robić więcej tego, co naprawdę lubimy robić.

To pewnie trudniejsza opcja, choć po doświadczeniach ostatnich miesięcy – kiedy, jak nie teraz?

Spodobał Ci się ten post? Udostępnij!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *